Rozdział 14

Następnego ranka uderza we mnie dziwne uczucie. Po chwili zastanowienia uświadamiam sobie, że to dawno niewidziany przyjaciel o imieniu Sumienie. Zmieszana siadam na łóżku. Jestem już ubrana i gotowa do wyjścia do pracy, ale jakoś tak…nie mogę. Tylko dlaczego?

Marszczę brwi próbując przypomnieć sobie co kiedyś robiłam, kiedy odzywały się wyrzuty sumienia. Odpowiedzieć rozbawia mnie do tego stopnia, że zaczynam się do śmiać do pustych ścian swojej sypialni. Ja w kościele? Odpada. Zdecydowanie.

Normalnie nie przejęłabym się tym, ale to uczucie bardzo mi przeszkadza. Co zrobić, żeby było jak wcześniej? Odejdź z policji - pojawia się głos i zaczynam rozważać jego propozycję. Co dziwne nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam widzieć w nim wroga. Od początku mi pomagał, więc nie odczuwam z jego strony zagrożenie. Bardzo prawdopodobne, że to ja jestem po prostu psychiczna i ten Głos to mój wymysł. Nie zamierzam się jednak nad tym teraz zastanawiać. Postanawiam iść do pracy. Zerkam na zegarek i zauważam, że jestem już odrobinę spóźniona. Cóż..trudno.

Nie śpiesząc się zamykam dom i wsiadam do swojego wozu. Dziś jak nigdy przestrzegam prawa i jadę irytująco wolno. A raczej: jadę według przepisów, które jasno mówią, że w terenie zabudowanym nie mogę przekraczać 50km/h. Ktoś za mną trąbi klaksonem, ale nawet nie fatyguje się by sprawdzić kto to i co mu przeszkadza. Dojeżdżam pod komisariat i wysiadam  z samochodu. W wejściu witam się z każdym spotkanym pracownikiem, a ci patrzą się na mnie dziwnie. Patrzcie się debile. Wielka agentka Renee Bennet dziś odchodzi z tej hołoty, myślę i siadam przy swoim biurku szczęśliwa, że nie muszę się użerać z nikim. Niestety moje szczęście zamienia się w znużenie, kiedy zauważam, że nie mam nic do robity. Swobodnym ruchem kładę nogi na biurko i łapię za myszkę swojego komputera. Otwieram karcianą gierkę i skupiając się na niej dopieram kolejne karty.

- Bennet, do gabinetu – zza drzwi wychyla się głowa mojego szefa. Zerkam na niego i wracam do grania. Muszę to wygrać. Pięć minut później pasjans jest ułożony i zadowolona wstaje ze swojego fotela. Adama nie ma, więc nie mogę się z nim podzielić tym, że odchodzę. Szkoda. Chciałabym zobaczyć jego minę gdy się o tym dowie. Wzdycham i stanowczym krokiem wchodzę do gabinetu człowieka,  u którego tak długo pracowałam.

- Wzywał mnie pan – mówię grzecznie i zatrzymuję się trzy kroki przed jego biurkiem.

- Pięć minut temu. Cieszę się, że w końcu dotarłaś, pewnie zatrzymało cię coś ważniejszego – mówi tym swoim gburowatym tonem, a ja uśmiecham się pod nosem.

- Owszem, tak – odpowiadam sucho i milknę patrząc na niego wyczekująco.

- Hmm…no dobrze. Panno Bennet spóźniłaś się do pracy – mówi bezosobowym tonem i patrzy na mnie z naganą. – Wierzę, że miałaś co do tego ważny powód i mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy.

- Nie powtórzy – zapewniam i uśmiecham się do niego. – Nie będzie mogło się powtórzyć, ponieważ od jutra nie będę tu już pracować – oświadczam pewnie, a jego oczy się poszerzają.

- Ale dlaczego? Składa pani wypowiedzenie? – teraz to pani, myślę z pogardą, ale kiwam głową potakując.

- Dokładnie to co pan myśli. Wszelkie potrzebne dokumenty dostanie pan jeszcze dzisiaj, a oto moja legitymacja oraz broń – wymienione rzeczy kładę na jego biurku. – Dziękuję za współpracę – dodaję poważnie i spoglądam mu w oczy. Ten już się opanował i teraz kiwa głową.

- Rozumiem. Myślę, że dzisiejszy dzień może pani przeznaczyć na inne zajęcia nie związane z prawem. Praca z panią była prawdziwą przyjemnością. Życzę sukcesów w dalszej karierze – mówi, a ja dziękuję mu i żegnam się.

Wychodząc przez głowę przemyka mi myśl, że odtąd moje zajęcia będą jeszcze bardziej związane z paragrafami, z tą różnicą, że teraz będę tą złą. A kariera? Jak mi się nie uda to zrobię karierę za kratami. Już widzę te wielkie nagłówki w gazetach. „Renne Bennet – była agentka FBI w więzieniu!”. To dopiero będzie sława, myślę z ironią i zabieram ze swojego biurka moje rzeczy. Nie zamierzam tu zostawić jakiegokolwiek śladu po sobie. Dziesięć minut później idę do wyjścia z kartonem w dłoniach odprowadzana zdumionymi spojrzeniami swoich, byłych już, kolegów z pracy.

Będąc już na zewnątrz oddycham pełną piersią i z nieopisaną ulgą. To była dobra decyzja. Uśmiecham się do siebie w duchu i idę w stronę swojego samochodu. Kiedy mam już zamykać tylne drzwiczki, za moimi plecami rozlega się głos Adama.

- Renne? – odwracam się i posyłam mu uśmiech.

- Część, Adam. Co słychać? – opieram się o karoserię i zakładam przed siebie ręce.

- Renne co to za karton? – pyta się nie zwracając uwagę na moje słowa. Zaciskam usta.

- Ah, to taki zwykły karton – wzruszam ramionami.

- Po co ci on? – patrzy na mnie podejrzliwie. Uśmiecham się.

- Bo zbieram makulaturę? – rzucam i zaczynam się śmiać ze swoich słów. – Czaisz? – pytam się Adama, ale ten patrzy na mnie ponuro. – Oh, Adam, przyjacielu.. – zbliżam się do niego i kładę dłonie na jego ramionach. – Tak, to to co myślisz. Nie będziemy już partnerami. Przykro mi – mówię. Mimo wszystko dobry był z niego partner i chyba należą mu się jakieś wyjaśnienia, myślę i dodaje. – Wiesz..czasami człowiek uświadamia sobie, że to co robi nie cieszy go tak bardzo jak kiedyś. Byłam tu nieszczęśliwa, Adam. Rozumiesz mnie? – patrzę na niego z nadzieją czując dziwną potrzebę, żeby mnie zrozumiał, nawet jeśli to co mówię, nie jest do końca prawdą.

- Rozumiem, tylko..Renee to nic między nami nie zmienia? Dalej jesteśmy przyjaciółmi? – pyta patrząc na mnie tymi swoimi wielkimi oczami. Białe włosy rozwiewa mu jesienny wiatr. Jeszcze raz uświadamiam sobie, że Adam jest bardzo przystojny. Uśmiecham się.

- Oczywiście, że dalej jesteśmy przyjaciółmi – mówię, ale wiem, że jest to niemożliwe. Nie potrafię jednak powiedzieć mu tego wprost. – Idź do pracy – kiwam głową w stronę budynku i wsiadam do samochodu nie oglądając się na niego.

Opuszczając parking czuję się wolna. Niemniej to nie koniec atrakcji na dziś. W kartonie mam wszystkie swoje notatki na temat poszukiwanych przestępców, które zdążyłam nazbierać w ciągu ostatniego czasu. Kolejna na liście jest Sandra Mcangel.